Podłącz się do mareckiej sieci kanalizacji sanitarnej. Dzięki temu unikniesz tego, co dzieje się po sąsiedzku…
Lek na kryzys
Lek na kryzys
Gdy w 2021 r. przygotowaliśmy materiał zachęcający do podłączania się do sieci kanalizacji sanitarnej, znaleźliśmy wówczas sześć powodów, by pożegnać się z bezodpływowym zbiornikiem ścieków, czyli szambem. Pisaliśmy m.in. o wygodzie, niższych kosztach, wzroście wartości nieruchomości czy ekologii (LINK). Nigdy nie przypuszczaliśmy, że życie dopisze kolejny, dość drastyczny powód – żebyś zawsze miał możliwość pozbycia się ścieków komunalnych. A nie jest to takie oczywiste w naszym sąsiedztwie…
Sprawą najpierw interesowały się gazety lokalne, ale wczoraj przebiła się też do mediów ogólnopolskich. Pojawiły się bowiem spore kłopoty z wywozem nieczystości płynnych z terenu m.in. Białołęki, Jabłonny, Rajszewa czy Wieliszewa. Można to określić roboczo mianem kryzysu asenizacyjnego. Dlaczego?
Tu krótka dygresja. Kiedy kilkanaście lat byłem właścicielem szamba, wystarczył telefon do firmy, która następnego dnia przyjeżdżała opróżnić zbiornik. Na szczęście jestem już podłączony do sieci. Tymczasem wiele nieruchomości np. na Białołęce nie ma tego szczęścia. I ich właściciele – jak informują media oraz samorządowcy – muszą zamawiać wóz asenizacyjny minimum tydzień przed wywozem. Płacą też więcej – za odbiór 10 m3 ścieków trzeba uiścić 400 zł (czyli 40 zł za metr sześcienny). I to wcale podobno nie jest najdrożej…
Dlaczego tak się dzieje? Bo popyt rośnie (coraz więcej domów bez kanalizacji), a podaż (czego – o tym za chwilę) tymczasowo spada. Nie chodzi tu o firmy asenizacyjne, a liczbę zlewni, do których szambiarki wywożą ścieki. Na początku roku do niezbędnego remontu poszła popularna zlewnia przy Odlewniczej w Warszawie. Zrobiło się wąskie gardło. Na przykładzie Radzymina opisuje to burmistrz Krzysztof Chaciński.
„Wraz z zamknięciem oczyszczalni ścieków na ul. Odlewniczej w Warszawie na co najmniej rok w związku z prowadzeniem remontu pogorszyła się sytuacja we wszystkich punktach zlewnych w okolicy. W jej zastępstwie wozy asenizacyjne korzystają z innych jak ta w Legionowie-Łajskach czy w Radzyminie. W ubiegłym roku punkt zlewny w Radzyminie przyjmował miesięcznie ok 12 000 m3 ścieków, co daje średnio ok. 50 pojazdów na dobę, z czego ok 65% to były ścieki pochodzące od mieszkańców gminy Radzymin. W grudniu ścieki spoza gminy stanowiły już niemal 50% dowożonych do naszego punktu zlewnego” – opisuje samorządowiec.
Reakcje gmin są bardzo różne. Od lutego Radzymin zamyka możliwość przyjmowania ścieków z innych miejscowości i rozbuduje zlewnię. Z kolei legionowska zlewnia wydłuża czas pracy. Będzie przyjmować ścieki z Legionowa i innych gmin również w soboty i niedziele. Do budowy zlewni przygotuje się również Wieliszew.
A my zachęcamy naszych mieszkańców, którzy są w zasięgu naszej sieci kanalizacji sanitarnej i mają techniczną możliwość, żeby się do niej włączyli. Nie będziecie się martwić, czy szambiarka dotrze na czas i czy ceny wywozu przypadkiem wystrzelą w górę. Przypomnę, że za 1 m. sześc. odprowadzenia ścieków miejską kanalizacją płacimy obecnie 14,3 zł – czyli niemal trzykrotnie mniej niż pobiera firma asenizacyjna.
