Cześć Czytelników powie – autor chyba zwariował. Korki na szybkich trasach, SORy mają pełne ręce roboty, tylko dzieci się cieszą…
Spadł śnieg, cieszmy się...
Spadł śnieg, cieszmy się...
…ale czy na pewno tylko dzieci? Wszystkim, którym na sercu leży stan zasobów wodnych w naszej ojczyźnie, również robi się raźniej na sercu. Dlaczego? Śnieg jest jednym ze stanów skupienia wody. Gdy spadnie, otula ziemię i staje się swoistym magazynem H20. W metrze sześciennym śniegu (czyli sześcianie o boku 1 m.) może być od 150 do 600 litrów wody. Gdy temperatura pójdzie w górę, śnieg zacznie się topić i - co kluczowe - wsiąkać w glebę.
To dobra wiadomość i dla rolników, i dla wodociągowców. Dzięki temu woda, która powstaje z topnienia śniegu, będzie zarówno nawadniać glebę jak i zasilać podziemne źródła. I jest to znacznie bardziej efektywne źródło niż np. letnie, szybkie opady, które mają dużo mniejsze szanse, by wgryźć się w wysuszoną glebę (jakby tego mało - mamy wtedy przyśpieszone parowanie). Miejmy w pamięci również to, że wbrew pozorom Polska nie jest krajem bogatym w zasoby wody, a coraz częściej spotykamy się z regionalnymi suszami. Powinniśmy więc trzymać kciuki za śnieg.
Niestety, z biegiem czasu liczba dni z pokrywą śnieżną się zmniejsza – przy czym najgorzej z tym jest na zachodzie kraju… W latach 1960-1991 średnia liczba dni z pokrywą śnieżną wynosiła od 40 (niziny) do ponad 90 (północny wschód). Od 2011 do 2020 r. odpowiednio 18-20 oraz 60. Czyli nie jest dobrze…
W ciekawy sposób o roli śniegu w podcaście przygotowanym przez radiową Czwórkę oraz Polską Akademię Nauk. Posłuchajcie LINK
